telewizyjna rozpacz.

listopad 29, 2007

Rzadko mam ochotę oglądać telewizję, bardzo rzadko, ale wczoraj jakoś mnie naszło. Wciągnełam się… film o dwóch facetach… lekarzu i pacjencie, ofiarze i kacie ze szkolnych czasów… dali radę zaprzyjaźnili się, każdy od drugiego czegoś się nauczył, typowy amerykański sen… ideał…

Zachęcona wczorajszym sukcesem poświęciłam kilka minut na przyduszanie… guzików, pilota. I co? I nic, beznadzieja… po co ja płacę najwyższy abonament, jak na wszystkich kanałach te same filmy powtarzane po raz 1526? Nie wiem! A może wiem, mąż czasem mecze ogląda… to dla niego…

Pozdrawiam serdecznie, telewizyjnie zrozpaczona.


rozterka.

listopad 17, 2007

Otaczam się kokonem niewiedzy, nie oglądam tv, nie słucham radia, nie czytam newsów. Niby dlaczego muszę być na bieżąco? Nie czuję takiej porzeby, odeszła. A ja zostałam sama, tutaj z milionem robieganych myśli i marzę o dniach, kiedy białe było białę, a czarne czarne. Dorastanie, wiedza, rozumienie wpływa destruktywnie na poziom odczuwanego szczęścia, na zdolność radowania się.